PL   |   EN
home    |    news    |    biografia    |    skład    |    dyskografia    |    teksty    |    wywiady    |    download    |    galeria    |    linki    |    kontakt    |    store


 

Ethelyn "Czy to przegrywana kaseta, oryginalna płyta czy mp3, skoro ktoś słucha naszej muzyki to dla mnie komplement"
Podoba mnie się ten wywiad. Naprawdę. Rzeczowe pytania (a jakże) i równie celne i rozbudowane odpowiedzi. Gdyby każdy wywiad był taki. No nic to, rozmarzyłem się. Zapraszam do przeczytania rozmowy z Morbidem, de facto liderem Ethelyn.



Hej Morbid. Zaczniemy nieco nietypowo. To już 15 lat Ethelyn w podziemiu, myślisz, że wraz z drugim, właśnie wydanym albumem, jest szansa wyjścia na światło dziennie, gdzie alkohol lepiej smakuje i groupies jakieś takie, kurde, ładniejsze?

Witaj! No tak, czas leci a my cały czas tak samo piękni! Wiesz, może Cię zaskoczę, ale nie siedzimy na próbach z kalendarzem i nie liczymy kolejnych jubileuszów, hehe. Kiedyś na początku rok w rok robiliśmy imprezę ze znajomymi, muzyka i szaleństwo na całego. Potem już nam się to przejadło, dorośliśmy, a dziś już nawet nie zauważamy kolejnych mniej lub bardziej okrągłych rocznic. Robimy swoje i tyle. Tak naprawdę to z pierwszego składu Ethelyn zostałem już tylko ja, personalnie więc długiego stażu wszyscy nie mamy. Nigdy nie mieliśmy parcia na sławę, nie pchaliśmy się do mainstreamu. Teraz to się nie zmieni. Zdajemy sobie sprawę, że nagraliśmy dobrą płytę, ale czy dzięki niej dotrzemy dalej niż jesteśmy to czas pokaże. Wydawnictwo Muzyczne Psycho robi dobrą promocję albumowi, więc jeśli paru nowych maniaków odnajdzie w nim coś dla siebie to będzie OK.

Powiedz mi - chociaż wiem, że to wyświechtane - uważasz, że to "Devilicious" to właśnie ten milowy krok w karierze Ethelyn? Czy jednak to nie jest to co chcieliście osiągnąć. Mówiąc prościej co byś zmienił na tym albumie ( i nie mówię tylko o muzyce)?

To na pewno najlepsza rzecz jaką nagraliśmy i mamy jakieś nadzieje z nim związane. Jest naturalnym etapem ewolucji zespołu, zdecydowanym krokiem do przodu. Upływające lata czynią nas i lepszymi muzykami i kompozytorami a to musi procentować na kolejnych nagraniach. Na "Devilicious" też to chyba słychać, bo do tej pory recenzje dostajemy bardzo pozytywne i wiele osób jednoznacznie wskazuje na ogromny progres. Cieszy nas to, bo właśnie po to gramy uparcie tyle lat, rezygnujemy z różnych rzeczy, żeby inwestować w sprzęt, poświęcamy czas na próby, ćwiczenia. Efekt końcowy sesji całkowicie nas zadowala i nic bym w nim nie zmieniał. Jesteśmy dumni z tej płyty. Nie znaczy to, że kolejna płyta będzie wyglądała identycznie, bo nie będzie.

I jeszcze jedno standardowe pytanie. Jak odbiór Waszego drugiego dziecka? W ogóle to interesują Was wypociny recenzentów, czy raczej polegacie na swojej opinii i powiedzmy grupy najlepszych znajomych?

Jak już wspominałem odbiór "Devilicious" jest bardzo pozytywny. Do tej pory nie spotkaliśmy się z ostrą krytyką, choć nie ma takiego albumu, który podobałby się każdemu. Zdaję więc sobie sprawę, że recenzje mniej entuzjastyczne też muszą się pojawić, a przynajmniej powinny. Każdą recenzję jaka wpadnie nam w ręce czytamy, ale traktujemy ją w kategoriach ciekawostek: "O temu się podoba to, tamtemu bardziej tamto, a temu ten element wcale". Wiemy co chcemy grać i w jaki sposób, więc nie traktujemy słów innych jako wyrocznię. Na próbach i tak jesteśmy wobec siebie bardzo samokrytyczni, często modyfikujemy utwory by wyglądały lepiej, kłócimy się o wiele detali. To jest zdrowa sytuacja, nie ma w niej agresji jedynie dbałość o jak najlepszy kształt finalny kompozycji.

Z tego co mi się gdzieś tam o uszy obiło niespecjalnie śpieszycie się z komponowaniem kolejnych wałków. Wiadomo w tym wieku człowiek już nigdzie nie śpieszy. Załóżmy jednak, że Robert powie Wam tak: Panowie, kurwa, jedna płyta na rok. Co wtedy? Myślisz, że dalibyście radę komponować w takich sztywnych dość ramach czasowych?

I tu Cię zaskoczę. Mamy już skomponowaną całą kolejną płytę, mało tego; nagrane już są wszystkie partie bębnów na album i czekamy właśnie na ich obróbkę, aby móc nagrywać gitary. Oprócz tego, mamy już kilka roboczych kompozycji na płytę, którą nagramy po tej, w trakcie której sesji jesteśmy. Nawet więc tak szybki układ jak "płyta na rok" nie jest dla nas żadnym problemem. Obecnie mamy optymalny skład i bardzo dobrze się wzajemnie uzupełniamy. Procentuje to ilością pomysłów, które możemy wykorzystać i rozwijać. Nie zamierzamy więc po "Devilicious" zniknąć na parę lat. Z Robertem podpisaliśmy umowę tylko na wydanie jednej płyty, nie wiemy więc na dzień dzisiejszy komu powierzymy kolejny album. Nie wykluczam Psycho Records, bo robi nam solidną promocję i bardzo dobrze nam się razem współpracuje.

Jak rozumiem, promocja w przypadku " Devilicious" ograniczy się do rozdawania autografów, uśmiechania się i odpowiadania na głupie pytania "dziennikarzy". Powiedz wolisz tak biernie przyglądać się, czy jednak czynnie będziesz brał udział w rozpowszechnianiu płyty.

Nigdy nie czekaliśmy z rękami w kieszeniach na to co zrobi wydawca. Wysyłamy promówki we własnym zakresie do zinów, rozgłośni etc. Robert, a wcześniej Arek z Brewery Distro, dostarcza nam również na bieżąco listę miejsc, gdzie wysłał płyty, nie ma więc obaw o zdublowanie adresów. Dzięki wieloletnim kontaktom w podziemiu muzycznym i współpracy z Burning Abyss`zine, wiem jak powinna wyglądać promocja, gdzie trzeba w pierwszej kolejności wysłać płyty, etc. Niektórym edytorom, wysyłam promówki od czasu "Soulerosion", więc doskonale znają historię zespołu a także jego muzyczną ewolucję. Ludzi o takim stażu w undergroundzie jest już niewielu, ale są to dla mnie najwartościowsze kontakty, utrzymywane przez wiele lat. To edytorzy Open Casket, Necroscope, Atmospheric, Total Death, R`Lyeh, czy Nowela. Szacunek dla Was!

Słuchaj gracie sobie koncert, miejscowość mniej istotna. Widzisz coś zza tej swojej perkusji?;] A poważniej, dlaczego właśnie gary, laski raczej lecą na wokalistów, ewentualnie gitarzystów. Sekcja rytmiczna nieco poszkodowana w tej kwestii.

No widzisz, tak to już jest na tym świecie. Mimo, że nie jest to najbardziej reprezenatywny instrument w zespole, nie zamieniłbym go na żaden inny. Możliwości zabawy muzyką i aranży jakie daje perkusja, są nieporównywalne do gitarowych. Na koncertach i tak niewiele mogę zobaczyć, bo pomijając fakt że siedzę z tyłu to jeszcze jestem krótkowidzem! Nie ma więc co do mnie machać, hehe. Laski też nigdy jakoś nie leciały za bardzo na tych z przodu, nie mam więc o co być zazdrosnym. Czasem mi szkoda, że nie mam jak przybić piątki z publiką, ale za to mam zawsze miejsce siedzące.

Kto wpadł na pomysł Pocket full of Satan? Kiedy ten utwór uderzył w moje uszęta, normalnie obsrałem z radości swoje reformy. A przy okazji, powiedz mi jak wygląda w ogóle proces twórczy w Ethelyn.

Ten numer to pomysł Namelessa. Dograłem do tego rytmiczne bębny, doszedł jajcarski tekst i numer sam się nakręcił. Dość odważne było zamieszczenie go na płycie, ale poszliśmy na całość. Razem z "Farkasember" tworzy nietypowe zakończenie albumu. Tak jak przypuszczaliśmy, budzi sporo kontrowersji i mieszane uczucia u recenzentów. Zdecydowana większość pozytywnie go wyróżnia, ale ostatnio np. Arek z Morbidious Pathology`zine stwierdził, że zupełnie nie pasuje i nie powinno go być na płycie wcale. Nie on jedyny pewnie będzie miał takie zdanie, ale ja uważam, że jest zajebistym smaczkiem akurat na koniec płyty. Proces twórczy wygląda najczęściej tak, że gitarzyści przynoszą na próby riffy, ogrywamy je, wybieramy najlepsze i sklejamy je do kupy. Zależy nam głównie na tym, żeby kawałki miały jakieś swoje cechy charakterystyczne, coś swojego i rozpoznawalnego. Może to być linia melodyczna, czasem forma refrenu, klimat, dynamika. Duży nacisk kładziemy na to, by uniknąć monotonii. Kawałki muszą przeć do przodu, eksplodować pomysłami. To nasze założenia i do tego dążymy cały czas.

Bytujesz już parę lat na scenie, więc zapytam, czy nie masz takiego syndromu "gdzie ja kurwa jestem?". Wiesz na zasadzie, podchodzi do Ciebie młody człowiek i wyciąga pendrive'a prosząc o autograf, bo ma na nim ostatnią płytę Ethelyn w mp3. Mówiąc jaśniej odnajdujesz się w metalowym cyfrowym świecie?;]

Świat się nieustannie zmienia i trzeba się z tym pogodzić. Nie jestem aż takim dinozaurem, żeby sobie nie radzić z techniką, hehe. Wynalazki są po to by ułatwiać życie, zawsze po drodze cierpi coś tradycyjnego. Gdzieś wyczytałem, że na piractwie i ściąganiu z internetu najbardziej ucierpiała branża muzyczna i porno. Miłe to dla nas towarzystwo, nie powiem. Tak naprawdę, to zawsze mi zależało na tym, by do ludzi z muzyką po prostu dotrzeć. Czy to przegrywana kaseta, oryginalna płyta czy mp3, skoro ktoś słucha naszej muzyki to dla mnie komplement. Nie zmusi się nikogo do kupienia oryginału jeśli tego nie chce. Kupi go ten kto docenia wspólne wysiłki zespołu i wydawcy. Nie każdy ma takie poczucie sprawiedliwości czy taką potrzebę. Chciałbym, żeby choć w połowie nam się zwróciło to co wydaliśmy na promocję czy podczas sesji nagraniowych. O zarobieniu jakichś pieniędzy nawet ciężko myśleć, zespół to po prostu dziurawa kieszeń.

A teraz z zupełnie innej beczki. Repossession - mówi Ci to coś? ;] Powiedz mi, jak to będzie z następnym krążkiem - bo mnie to męczy - ponoć ma być "inny" od "Reign over Inferno". Znaczy co, przywdziejecie żaboty, zamówicie na Allegro fikuśne miecze i zaczniecie śpiewać o smokach?

Spokojnie, nie zadręczaj się na zapas! hehe. Inny w granicach death metalu. Inny bo dwa lata starszy i dojrzalszy. Inny znaczy z założenia lepszy. Podczas nagrań bębnów studio na nową płytę Ethelyn, nagrałem też bębny na nową płytę Repossession. Jesteśmy więc na tym samym etapie rejestracji kolejnych albumów. To bedzie ważny rok dla obu zespołów. Ale musisz mieć dobre wtyki na allegro, skoro dowiedziałeś się o naszym nowym image. Na koncertach będziemy stawiać na scenie kartonowy zamek i jeździć na kijach z końską głową! Musimy tylko zrobić jakiś casting na królewnę, żeby było kogo ratować (albo patroszyć).

Zaczął się właśnie 2011. Gdybyś miał zrobić takie małe podsumowanie, najpierw zacznijmy od "świata". Coś ciekawe w ubiegłym roku wpadło w Twoje ucho? Najlepszy i najgorszy koncert na którym dane Ci było być?

Sporo dobrych płyt ukazało się na świecie w 2010 roku. Z zagranicy największe wrażenie zrobił na mnie Byfrost "Black Earth", Immolation "Majesty And Decay", Svart Crown "Witnessing The Fall", świetny powrót Atheist z albumem "Jupiter". Z Polski muszę bardzo pozytywnie wyróżnić nowy Hate "Erebos", Besatt "Demonicon", Abusiveness "Trioditis", Quo Vadis "Infernal Chaos" czy Horrorscope "Delicioushell". Na koncertach ostatnio nie mam czasu się pojawiać, chyba że na nich gram.

A teraz rok 2010 dla Ethelyn to. ?

Wydanie "Devilicious".

Ostatnie pytanie. Czego życzyć Ethelyn w nowym roku? (poza kasą, alkoholem, tłumem groupies na koncertach)

Życz nam żebyśmy zawsze mieli taką frajdę z grania jak przez te lata do tej pory.

Dzięki za poświęcony czas, chcesz coś ładnego na koniec naskrobać?;]

Dzięki za wywiad i wsparcie! Poszukajcie "Devilicious", żeby się przekonać czy Paweł nie marnuje na nas miejsca w Chaos Vault! Hail Metal!











Ethelyn © all rights reserved.